Gdy pendolino relacji Wrocław – Warszawa uderzył w ciężarówkę, dwóch podchorążych z Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych zachowało zimną krew i natychmiast rozpoczęło akcję ratunkową. Studenci udzielali rannym pasażerom profesjonalnej pomocy.

Było piątkowe popołudnie. St. szer. pchor. Michał Jakimiuk i st. szer. pchor. Konrad Dawidowicz z Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu, studenci pierwszego roku zarządzania, jechali na weekend do domów. Było kilkanaście minut po 15.00, gdy pociąg pendolino przejeżdżał jednotorowym odcinkiem trasy między Opolem a Częstochową. W miejscowości Schodnia na Opolszczyźnie maszynista dostrzegł stojącą na przejeździe kolejowym ciężarówkę. – Naszą podróż przerwało gwałtowne szarpnięcie, a następnie twarde hamowanie – wspominają podchorążowie. Hamulce nie zdołały jednak zatrzymać ważącego kilkaset ton rozpędzonego pociągu. Doszło do zderzenia. W wagonach znajdowało się ponad 250 pasażerów.
– Przez okno zobaczyliśmy fruwające fragmenty ciężarówki, w którą uderzył pociąg, natychmiast sięgnęliśmy po nasze podręczne apteczki. Założyliśmy ochronne rękawiczki i ruszyliśmy na pomoc – opowiada Michał Jakimiuk. Dziś obaj zgodnie zapewniają: to było naturalne, do tego zostaliśmy przeszkoleni.
Najpierw pobiegli do pierwszego wagonu. – On najbardziej ucierpiał podczas zderzenia. Gdy pasażerowie otworzyli od środka awaryjne drzwi, natychmiast rozpoczęliśmy segregację rannych pod kątem odniesionych urazów, a następnie zaczęliśmy opatrywać tych, którzy odnieśli najpoważniejsze obrażenia – brzucha i głowy – wspomina Michał Jakimiuk. Akcji ratowniczej nie ułatwiało zachowanie części pasażerów: jedni martwili się opóźnionym pociągiem, inni nie chcieli wyjść z wagonu w obawie o pozostawiony bagaż.
Gdy na miejsce wypadku dotarły śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego oraz straż pożarna, podchorążowie przekazali ratownikom informacje o liczbie i stanie poszkodowanych pasażerów. Rannych zostało 18 osób, w tym siedem ciężko. – Zachowaliśmy zimną krew i dzięki umiejętnościom udzielania pierwszej pomocy, szybko i właściwie opatrywaliśmy rannych. Pomagaliśmy też w ewakuacji ciężej poszkodowanych – ocenia Konrad Dawidowicz. I dodaje: – Czuliśmy, że spełniliśmy nasz obowiązek jako żołnierze i ratownicy.
Michał Jakimiuk fachową wiedzę z medycyny pola walki zdobył dzięki kolegom z organizacji proobronnej FIA (Fideles et Instructi Armis – Wierni w gotowości pod bronią), do której wstąpił w 2014 roku. Na szkoleniach organizowanych przez FIA uczył się podstaw wojskowości i obsługi broni, zgłębiał taktykę małych pododdziałów nieregularnych, jednocześnie samodzielnie pogłębiał zdobywaną wiedzę. Jego instruktorami byli jedni z najlepszych medyków pola walki – operatorzy Jednostki Wojskowej Komandosów „Wir” i „Sikor”.
Ukończył także zaawansowany kurs medyczny Combat Trauma Management. Kursanci zdobywają tu umiejętności pozwalające utrzymać rannego przy życiu przy przedłużającej się ewakuacji za pomocą płynoterapii czy farmakoterapii. To wówczas Michał Jakimiuk nauczył się, że powinien zawsze mieć przy sobie podstawowe wyposażenie przydatne do ratowania życia. – Jest nim opaska uciskowa, rękawiczki ochronne oraz ustnik do sztucznego oddychania. Gdy jechałem na przepustkę pociągiem pendolino, miałem te przedmioty przy sobie, a w plecaku podręczną apteczkę – opowiada.

Aby przekazywać innym zdobytą wiedzę Michał Jakimiuk i Konrad Dawidowicz wraz z kolegami podchorążymi Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych założyli właśnie Sekcję Działań Nieregularnych. Dzięki współpracy m.in. z FIA młodzi adepci doskonalą w niej również umiejętności z medycyny pola walki, łączności, survivalu, planowania czy strzelectwa bojowego. W przyszłości zamierzają także nawiązać współpracę z jednostkami wojskowymi.
Małgorzata Schwarzgruber

 

Back to top